Strona główna1 » Spójrz, co Bóg dla mnie uczynił-świadectwo

Spójrz, co Bóg dla mnie uczynił-świadectwo

ŚWIADECTWO UWOLNIENIA – O TYM CO BÓG
DLA MNIE ZROBIŁ
Stan Colantonio

DO PRZODU
W poniższym świadectwie starałem się wyjaśnić jak Bóg zmienił moje życie w ciągu ostatnich dwóch miesięcy. Wydobył mnie z wiru, w którym tkwiłem już od kilku lat, coraz bardziej spadając w dół. Całe życie byłem chrześcijaninem. Dorastałem w chrześcijańskim domu i od kiedy pamiętam kochałem Boga i służyłem Mu. Zawsze aktywnie działałem w środowisku kościelnym. Prowadziłem chór, uczyłem w szkółce niedzielnej, zasiadałem w zarządzie kościoła i przez całe lata grałem w kościelnej orkiestrze. Nawet głosiłem Boże Słowo. Potem, w wyniku osobistej tragedii, jaka dotknęła naszą rodzinę (śmierć mojej matki), zacząłem odsuwać się od Boga. Dzień po dniu coraz mniej ufałem Bogu, a coraz bardziej ulegałem diabłu. W tym roku, wraz ze śmiercią mojego ojca oraz problemami z własnym zdrowiem, znalazłem się w najgorszym momencie całego życia. Diabeł przestał się hamować. Zaatakował na całym froncie – wszystko - moją wiarę, przekonania, moje ciało, a teraz także ostatni przyczółek – starał się również zniewolić mój umysł. To właśnie wtedy nastąpiły wydarzenia, opisane poniżej. Dotarłem wtedy do miejsca, w którym nie miałem już ochoty dalej żyć. Codziennie nękał mnie lęk przed śmiercią. Byłem pełen niepokoju, który była dla mnie nowym i dziwacznym uczuciem. Nie potrafię nawet wytłumaczyć jak bardzo byłem przerażony. Naprawdę byłem przekonany, że lada chwila umrę. Sądziłem, że każdy najmniejszy ból w moim ciele z pewnością doprowadzi mnie do nagłej śmierci. Właśnie wtedy zwróciłem się do Pana o uwolnienie. W swojej łaskawości usłyszał moje wołanie i uratował mnie ze szponów Szatana. Pomógł mi uwolnić się od szeregu złych duchów, kontrolujących moje życie. Owszem, nazywam je duchami. Możecie uważać, że to zbyt surowe określenie, ale one tym właśnie są. Nie są to tylko uczucia. Niektórzy ludzie może woleliby jakąś złagodzoną nazwę, ale ja tak właśnie je nazywam. Mam nadzieję, że nikt nie poczuje się urażony czytając to, co poniżej opisałem, ponieważ jest to naprawdę radosne świadectwo tego, co Bóg dla mnie uczynił.
Bogu Jedynemu chwała!

7 listopada 1999 Niedziela – Nabożeństwo i Wieczerza Pańska Nie czułem się zbyt dobrze i postanowiłem iść na modlitwę. Znowu dopadł mnie niepokój i nie byłem w stanie przestać się zamartwiać o wszystko. W głowie kłębiły mi się myśli o tym, że każdy ból jaki odczuwałem doprowadzi mnie do śmierci. Madeleine, moja żona, wyjechała na weekend do Montrealu. Tamtego ranka mój przyjaciel, Yves, pomodlił się za mnie. Opowiedziałem mu o niepokoju, jaki przeżywałem oraz o odczuwanym bólu. Modlił się prosząc Boga, by mnie ukoił i napełnił pokojem. Poczułem się lepiej. 14 listopada Niedziela – poranne nabożeństwo Przybył do nas z Brownsville Bob Gladstone, by jako gość wygłosić kazanie na temat traktowania diabła zgodnie z tym kim on naprawdę jest – kłamcą, złodziejem i przeciwnikiem. Uświadomiłem sobie, że już wystarczająco długo tak żyję (tzn. w nieposłuszeństwie). Zapytał nas czy naprawdę wiemy kim jest Bóg. Podszedłem do ołtarza i poprosiłem Boga, by mi wybaczył te zmarnowane 8 długich lat po śmierci mojej Mamy. Zmarnowałem tyle czasu zamiast Mu służyć, po prostu żyjąc z dnia na dzień i pozwalając by wiele rzeczy po prostu przeciekało mi między palcami. Diabeł sprawiał, że czułem się najzupełniej zadowolony z mojej postawy wobec Boga. Czułem, że powinienem służyć Bogu, a jednak nic dla Niego nie robiłem. Chodziłem do kościoła, byłem przykładnym ojcem i zabierałem dzieci na nabożeństwa dla zachowania pozorów. Chodziłem w niedzielę rano, bo tak było bezpiecznie – jasne ramy czasowe, żadnych szaleństw, właściwa grupa ludzi. Nie uczęszczałem na wieczorne nabożeństwa, ponieważ ludzie, którzy na nie uczęszczali zazwyczaj traktowali Boga dużo poważniej. Duchy we mnie, zaczynały się więc burzyć i rodziły poczucie, że wcale nie chcę uczęszczać na to nabożeństwo. Przekonywałem sam siebie, że jestem zbyt zmęczony, by się tam wybrać, i że potrzebuję odpoczynku przed następnym dniem. Tłumaczyłem sobie, że przecież wstaję wcześnie rano. To była moja wymówka. Tamtego ranka zdecydowałem jednak naprawdę poważnie porozmawiać z Bogiem. Oddałem Mu wszystko. Powiedziałem Mu, że nie jestem już w stanie żyć tak jak dotąd. Poprosiłem, by przejął kontrolę nad moim życiem. Czułem się wspaniale… przekonany, że zrobiłem krok do przodu. Po raz pierwszy od długiego czasu byłem naprawdę szczery wobec Boga.
15-16 listopada Diabeł, niezadowolony z mojej decyzji oddania wszystkiego Bogu, na nowo obudził we mnie te chore uczucia lęku i niepokoju. Ledwie mogłem funkcjonować w pracy. Duchy mnie niemal dławiły. Nie byłem w stanie przejść od stacji Union Station do mojego biura, a to zaledwie odległość dwóch przecznic w kierunku zachodnim. Szedłem jak dziecko, małymi kroczkami, wzywając imienia Jezusa i prosząc o ochronę Jego krwi. Tego wieczoru wróciłem do domu wypełniony lękiem i drżący. W pociągu myślałem, że wyzionę ducha. Całą powrotną drogę się modliłem. Kiedy wszedłem do domu, powiedziałem Madeleine jak się czuję. Doświadczałem niewyobrażalnego lęku. Zaproponowała, żebym wybrał się razem z nią na spotkanie modlitewne. Z chęcią przystałem. Nieco zawstydzony, że tam jestem, włączyłem się w śpiew i uwielbienie. Naprawdę stanąłem z Bogiem sam na sam i poprosiłem, by coś zrobił. Kiedy tylko o to poprosiłem, poczułem jak obejmują mnie ramiona jednego z braci. Jestem przekonany, że Bóg powiedział mu, by się za mnie pomodlił. Modlił się, by znikł mój niepokój i by moje ciało zostało uleczone. Boża obecność była tak namacalna, że czułem Jego moc. Cała grupka kontynuowała modlitwę za mnie. Zaczęła się za mnie modlić żona pastora, Margie. Wracając do domu czułem się dużo lepiej. 17-18 listopada (Środa/czwartek) W środę nadal byłem „chory”, ale w czwartek mój stan stał się nie do zniesienia. Pracowałem na nocną zmianę. Rano poszedłem na badania serca i poziomu stresu, a potem około 13 pojechałem do pracy. Kiedy tylko usiadłem, dziwnie się poczułem. Miałem wrażenie, że lada moment stracę przytomność. To napływało falami. Nerw w prawej nodze miałem tak napięty, że cała noga mi zdrętwiała. Czułem, ze za chwilę umrę. Odczuwałem ból serca; nigdy wcześniej nie doświadczałem też tak ogromnego niepokoju. Żeby nie paść trupem przy biurku, wstawałem, udając, ze gdzieś idę, albo że czegoś szukam. Kilka razy poszedłem do łazienki. Zamknąłem się w kabinie i wołałem do Boga o pomoc. Wciąż od nowa ogłaszałem nad sobą krew Jezusa, nakazując diabłu wyjść ze mnie w Imię Jezusa. Powoli poczułem się lepiej i wróciłem do swojego biurka.
Miałem tam zostać do 19, ale około 18 nie mogłem już wytrzymać. Powiedziałem jednemu ze współpracowników, że jadę do domu ponieważ źle się czuję.
Cały czas się modląc jakoś dotarłem do samochodu. Czułem, że mam wykrzywioną twarz, unikałem więc spojrzenia w lusterko, bojąc się co w nim zobaczę. Jadąc autostradą byłem przekonany, że za moment dostanę udaru. Pochwycił mnie lęk i rozdzierał mnie od wewnątrz. Modliłem się: „Boże, zachowaj mnie od wypadku.” Bałem się, że umrę za kierownicą, powodując straszny wypadek, a ktoś będzie musiał powiadomić moich najbliższych o całej tragedii. Wiedziałem, że żony nie ma teraz w domu, więc gdyby coś takiego nastąpiło, moje dzieci pierwsze by się o tym dowiedziały, a nie chciałem by tak się stało. Wciąż błagałem o ochronę Krwi i Imienia Jezusa nade mną. Prosiłem Go tylko by mi pozwolił dotrzeć do domu. Tylko tyle. Przez moment zastanawiałem się czyby zamiast do domu nie pojechać do szpitala, i doszedłem do wniosku, że jeśli to udar, to lepiej żebym był w szpitalu. Może udałoby mi się przeżyć. Dojechałem do domu. Jechałem bezmyślnie więc nie wiem jak tam trafiłem. Kiedy wszedłem, tak jak się spodziewałem, żony nie było. Dzieci bawiły się na dole w jakieś gry. Zwołałem do nich, że jestem w domu, po czym poszedłem do sypialni. Mamy tam sofę i krzesło i nieco miejsca, żeby usiąść. Upadłem na kolana i zawołałem do Boga. Cały czas ogłaszałem nad sobą Krew i Imię Jezusa. Po chwili modlitwy poprosiłem Boga o pokój umysłu. A potem powiedziałem: „Po prostu pozwól mi, Panie, rozkoszować się Twoją obecnością. Będę trwać przed Tobą, chłonąc to wszystko.” Musiało to trać jakieś pół godziny, kiedy zaczęła mi dokuczać prawa noga. Pomyślałem, że może jeśli wezmę gorącą kąpiel, wróci mi w niej prawidłowe krążenie i poczuję się lepiej. Kąpiel zajęła mi jakieś 10 minut, po czym wyszedłem z wanny. Nadal będąc w łazience, usłyszałem głos Ducha Świętego, mówiącego tak wyraźnie, jakbym słyszał głos jakieś człowieka. Powiedział: „Powiedziałeś, że chcesz rozkoszować się Moją obecnością, a potem sobie poszedłeś! Wracaj!” Natychmiast podbiegłem z powrotem do sofy, ukląkłem i trwałem przed Nim. Wtedy Duch Święty powiedział do mnie: „Teraz wyrzucisz te duchy.” Zaczął mi podsuwać w umyśle właściwe słowa. Zacząłem więc w Imię Jezusa wyganiać złe duchy. Zwracałem uwagę, by nakazywać im aby opuściły i mnie i mój dom, ponieważ nie chciałem, by przyczaiły się gdzieś w domu, szukając kogo by opanować. Złe duchy mówiły mi „nie uda ci się tego zrobić.” Ja jednak zostałem obdarzony taką odwagą, że odpowiadałem: „Owszem, uda mi się. W Imię Jezusa, musicie ulec.”
Za każdym razem, kiedy któryś z tych duchów wychodził, miałem wrażenie takiego szarpnięcia w głębi duszy, jakby coś ze mnie wydzierano. Duch Święty podając mi imię każdego z tych duchów po kolei, pokazywał mi też skąd każdy pochodził i jak dostał się do mojego życia. Najpierw wydawało mi się, że niektóre z nich nie mają ze mną nic wspólnego. Zaskoczony pytałem: „Czy na pewno to właśnie masz na myśli, bo mnie się wydaje, że nie mam z tym problemu?” A On ukazywał mi jakąś sytuację z mojej przeszłości, dzięki której wszystko stawało się jasne. Potem nazwę te duchy, teraz tylko skończę opowiadać o wydarzeniach tego wieczoru. Po tym wszystkim poczułem się dużo lepiej. Bóg powiedział mi przynajmniej o tuzinie duchów. Czułem się lżejszy, wstałem więc i poszedłem do łazienki. Cieszyłem się dopiero co odnalezionym pokojem, kiedy Duch Święty znowu, bardzo głośno powiedział do mnie: „Jeszcze nie skończyłeś! Wracaj!” Podbiegłem do sofy i padłem na kolana przed Bożą obecnością. I oczywiście Duch Święty zaczął mi pokazywać więcej duchów. Wszystkie je wyrzuciłem w Imię Jezusa. Wyszło przynajmniej 5 czy 6. Czułem się w tym momencie wypalony, ale też pełen pokoju. Wstałem i zszedłem na dół do dzieci. Położyłem je spać i utuliłem na dobranoc. Postanowiłem wziąć psa na krótki spacer, nałożyłem więc kurtkę i zabrałem psa na drugą stronę ulicy, na szkolne boisko. Duchy jakby tylko czekały kiedy otworzę drzwi. Poczułem jak na nowo wchodzą we mnie duchy lęku i niepokoju. Od razu zacząłem się bać. Znowu zacząłem się czuć jakbym zaraz miał umrzeć. Wołałem do Boga ogłaszając, że nie pozwolę, by znowu mnie to spotkało. Kiedy zapytałem Boga dlaczego to się dzieje, Duch Święty odpowiedział: „Ponieważ niektóre z nich wyrywają się i krzyczą.” Duch Święty nakazał mi wrócić do domu. Znowu ukląkłem przez Panem i wróciłem do wyganiania ze mnie duchów. Wtedy Duch Św. skierował moją uwagę na moje pogarszające się zdrowie. Powiedział: „Teraz przemów do UDARU.” A ja powiedziałem: „Udarze, i ty musisz oddać pokłon Imieniu Jezusa.”
„Teraz przemów do ataku serca,” nakazał Duch Święty, a ja powiedziałem: „I ty musisz oddać pokłon imieniu Jezusa! Nakazuję ci cofnąć się, w imię Jezusa.” Od kilku miesięcy doświadczałem już wtedy bólu w okolicach serca. Lekarz przekonywał mnie, że nie ma się czym martwić, ja jednak bardzo się bałem. „Przemów teraz do tętnic” powiedział Duch Święty, a ja powtórzyłem: „Tętnice, w Imię Jezusa rozkazuję wam otworzyć się.” Po tym wszystkim spłynął na mnie Boży pokój i ukojenie. Bardzo chciałem się tym wszystkim podzielić z Madeleine, wziąłem więc długopis i spisałem wszystkie duchy, z którymi Pan kazał mi się rozprawić. Jestem bardzo zamkniętą osobą. Nie lubię jak inni mieszają się w moje sprawy, a ja zwykle nie mieszam się w sprawy innych. Normalnie czułbym się bardzo zażenowany, dzieląc się z kimś tym, czego doświadczyłem. W zasadzie to Bóg dzięki swojej łasce przeprowadził mnie przez to wszystko w zaciszu mojej własnej sypialni, bez obecności innych osób. Przeprowadził mnie krok po kroku i to bez żadnego szumu, krzyków czy wrzasków. W innej sytuacji przypuszczalnie nie byłoby żadnej reakcji z mojej strony, a osoba modląca się za mnie nie miałaby pojęcia o co się modlić. Kiedy to wszystko dobiegło końca, Bóg powiedział mi jedno: „Teraz idź i opowiedz innym o tym, co ci się przydarzyło.” Dlatego piszę ten dziennik. W posłuszeństwie Jemu. Tamtego wieczora odpowiedziałem: „Tak, Panie, opowiem każdemu, kto tylko zechce słuchać.” Madeleine wróciła do domu i od razu wyczuła, że coś się stało. Włączone było jedno z jej CD. Nigdy ich nie słuchałem, ponieważ nie lubiłem tego rodzaju muzyki. Prawda jest taka, że w tej muzyce było za dużo Bożego namaszczenia, którego ja (duchy) nie mogły znieść. Bóg przygotowywał ją już w drodze do domu - w samochodzie spędziła bliski czas z Bogiem. Opowiedziałem jej o całym zdarzeniu i poprosiłem, żeby poszła ze mną na górę i pomodliła się za mnie. Nie chciałem, żeby moje złe odczucia wróciły. Wiedząc, że swoją modlitwą Madeleine może mnie zabrać do nieba i z powrotem, poszedłem z nią na górę.
Modliła się za mnie z całą mocą i wiarą. Pan powiedział jej, żeby wzięła nieco oleju, pomodliła się nad nim by było nad nim Boże błogosławieństwo, i by mnie nim namaściła. Potem poczuła, że ma obejść dookoła dom, modląc się w każdym pokoju. Namaściła każde drzwi, każde okno i każde wejście. Modliła się w każdym z pokoi naszych dzieci i nad każdym dzieckiem. Modliła się nad telewizorem, by był właściwie wykorzystywany i wyłączany we właściwym momencie.
Powiedziałem jej, że kiedy skończyłem się modlić (przed jej powrotem do domu), Bóg powiedział mi: „Teraz mogę cię uleczyć!” W tamtej chwili czułem jak bardzo nie jestem godzien Jego uleczenia. Wielu braci i sióstr w Panu modliło się za mnie przez całe lato, począwszy od mojego pierwszego udaru w maju 1999, ale za każdym razem gdzieś w głowie diabeł podsuwał mi myśl: „jasne… o nie dla ciebie… Bóg cię nie uleczy.” Ale tego dnia wiedziałem, że jest to wierutne kłamstwo rodem z piekła. Kaznodzieja z Brownsville powiedział, że Bóg przyszedł do CLC niosąc uleczenie. Teraz wiedziałem, że to prawda i że Bóg naprawdę rozpoczął proces mojego uleczenia i że On wiernie doprowadzi go do końca!!!!! Oto niektóre z duchów, z którymi Bóg pomógł mi się uporać: -duch niepokoju -duch lęku -duch śmierci Bóg dokładnie mi pokazał gdzie i kiedy te duchy we mnie weszły. Kiedyś w październiku z powodu bólu pleców udałem się do masażysty. Pamiętam jak leżałem, a on masował mi plecy. W pewnym momencie zrobił sobie chwilę przerwy, a ja poczułem się jakoś dziwnie. Otworzyłem oczy i zobaczyłem jak porusza rękami nad moimi plecami, jakby przekazywał mi jakąś energię. Gdzieś w tle leciała spokojna muzyka charakterystyczna dla New-Age. Pomyślałem wtedy: „Co on robi?” Od tamtego dnia stawałem się coraz bardziej niespokojny i przerażony. Niektórzy z was pewnie pomyślą, że te uczucia to część normalnego życia. Być może w przypadku niektórych tak jest, ale musielibyście mnie poznać, żeby wiedzieć, że ja jestem całkiem inny. Możecie spytać mojej żony - nigdy w życiu nie czułem niepokoju czy lęku. Dla mnie tak potężne doświadczanie tych uczuć było czymś bardzo nietypowym. Dzięki niech będą Duchowi Świętemu, za to, że pokazał mi źródło pochodzenia tych duchów. -Duch nieuczciwości
Duch Święty podsunął mi w myślach to słowo, a ja powiedziałem: „Chyba żartujesz, jestem najbardziej uczciwym facetem w okolicy. Nawet nie mam zbyt wielu przyjaciół, ponieważ nazywam rzeczy po imieniu, nie owijając w bawełnę, i niestety, niektórych to obraża. Zwracam nawet uwagę kasjerce w banku, kiedy pomyli się na moją korzyść.”
Duch Święty mi odpowiedział: „Nie żartuję. Spójrz na życie, jakie prowadzisz od ośmiu lat.” Rozprawiłem się z tym. -Duch gniewu Wiem, że mam wybuchowy temperament, ale też nigdy niczym nie rzucam, ani nikogo nie atakuję. Wtedy Duch Święty przywiódł mi na myśl moje dzieci – najcenniejszy dar jaki otrzymałem od Boga. Zdarzały się chwile, kiedy raniłem ich ducha i za to przeprosiłem Boga. Poprosiłem, by zabrał mój gniew, a zesłał mi cierpliwość. Rozprawiłem się z tym duchem. -Duch zwątpienia Duch Święty pokazał mi jak często modliłem się o różne rzeczy, w głębi serca nie wierząc, że Bóg odpowie. Poprosiłem Boga o przebaczenie mojej niewiary i mojej dwuznacznej postawy wobec Niego. Nakazałem duchowi niewiary odejść w imię Jezusa. -Duch chciwości To mnie zaskoczyło. Zapytałem: „Ależ, Panie, przecież nie jestem chciwy.” Owszem lubię ładne rzeczy, ale nigdy nie brałem pracy na trzech etatach ani nie pracowałem w niedzielę, żeby więcej zarobić. Wszechwładny pieniądz nie był moim panem. Bóg odpowiedział jednym zdaniem, które od razu zrozumiałem. Powiedział: „Za każdym razem kiedy nie dajesz uczciwej dziesięciny…” Bóg pokazał mi, że zanim przeznaczę pieniądze na dziesięcinę, najpierw zajmuję się płaceniem za rozmaite inne rzeczy. Pokazał mi, że jeśli bardzo chcę coś kupić, wydaję na to pieniądze, a potem pomniejszam dziesięcinę. Przeprosiłem Boga za to, że zatrzymuję dla siebie to, co Jemu się należy. -Duch kradzieży Znowu powiedziałem: „Panie, czy na pewno? Przecież nie kradnę. Jestem uczciwym obywatelem.” I znów Bóg odpowiedział mi tym samy zdaniem: „Za każdym razem kiedy nie dajesz uczciwej dziesięciny…” Wiecie jakie to dla nas łatwe. Przychodzi rachunek za wodę i zamiast dać pieniądze na dziesięcinę, regulujemy rachunek. Nie twierdzę, że wszyscy tak robią, ale łatwo nam to przychodzi. Przeprosiłem za to i rozprawiłem się z tym duchem.
-Duch zawiści Lubię ładne rzeczy i z tego powodu chciałbym mieć to, co mają inni. Taka postawa w pewien sposób wypacza nasze spojrzenie na rzeczy. Rodzi w nas poczucie niezadowolenia, a nawet użalania się nad sobą. Zaczynam myśleć: „Dlaczego nie mam większego domu albo ładniejszego samochodu?” Spoglądam na ludzi i mówię sobie: „Dlaczego nie mogę tak wyglądać? (więcej włosów, a mniej w pasie). Więc zamiast dziękować Bogu za dostatek w jakim żyję, zaczynam mieć do Niego pretensje, że nie jestem „bogatszy.” -Duch obżarstwa Wystarczy na mnie spojrzeć, żeby wiedzieć, że mam z tym problem. Nawet nie prosiłem Ducha Świętego o wyjaśnienie. Pokazał mi wszystkie sytuacje, kiedy jem po to tylko by jeść, jednocześnie prosząc Boga, by mnie uleczył z cukrzycy, a ja sam nie robię tego, co jest moim obowiązkiem. Poprosiłem Boga o pomoc. -Duch nienawiści Naprawdę byłem przekonany, że nie mam żadnych wrogów, ale oczywiście przypomniały mi się sytuacje, kiedy czułem do kogoś niechęć za to, co zrobił. Szczególnie postać jednej osoby z prawy utkwiła mi w głowie. Poprosiłem Boga, by zmienił moje nastawienie wobec tego człowieka. Bóg pokazał mi także rzeczy dotyczące mojej rodziny. Pokazał mi sytuacje kiedy nienawidziłem tego, co działo się w domu. Nie twierdzę, że czułem nienawiść do moich najbliższych, ale nienawidziłem tego, co miało w domu miejsce. A to przekładało się na urazę wobec domowników. Czułem urazę do mojej żony za to, że tak często chodziła do kościoła i za to, że sprawiało jej to radość. DZIĘKI CI, PANIE, ZA ODNOWIENIE MOJEJ MIŁOŚCI DO CIEBIE. -Duch pornografii
Diabeł jest niezwykle przebiegły. Żeby wpaść w sidła tego grzechu nie musisz być członkiem klubu filmów dla dorosłych. Wystarczy tylko, że zostawisz włączony telewizor po godzinie 21. Bóg przypomniał mi wszystkie programy, które po prostu „leciały” na moim telewizorze. Krok po kroku stawałem się coraz bardziej odporny na sytuacje ukazujące cudzołóstwo, seks pozamałżeński i rozmaite seksualne zboczenia. Z biegiem czasu przestał mi przeszkadzać przekleństwa i brzydkie słowa. Niewiele czasu upłynęło, a zacząłem przerzucać kanały w poszukiwaniu czegoś dla niegrzecznych chłopców. Bóg uwolnił mnie od tego grzechu. -Duch czarów No nie! „Panie, nigdy nie miałem z czarami nic wspólnego. Nawet z tabliczką ouija.” Wtedy Duch Święty przypomniał mi czarownicę z Halloween. Uświadomiłem sobie, że jakiś miesiąc wcześniej, powiedziałem żonie, że nie mam nic przeciwko temu, żeby nasze dzieci świętowały Halloween. Wiem, ze sama idea Halloween jest zła i pochodzi z piekła, ale myślałem sobie, że dzieci przecież tylko zbierają cukierki. W gruncie rzeczy, sam jako dziecko też tak robiłem (oczywiście wtedy nie miało to tak demonicznego charakteru jak obecnie). Kto wie, czy ten duch nie pozostawał we mnie w uśpieniu aż do tej pory, by w odpowiednim momencie zacząć mnie dręczyć. Bóg pozwolił mi rozprawić się także z tym duchem. -Duch smutku Chociaż wiele razy na zewnątrz wydawałem się radosny i roześmiany, głęboko wewnątrz odczuwałem smutek, uniemożliwiający mi wydostanie się z dołka, w jakim czułem, że się znajduję. Kiedy w 1992 roku zmarła moja matka, razem z nią umarła jakaś część mnie. Na pewno już to wcześniej słyszeliście, ale dla mnie był to niezaprzeczalny fakt. Wydawało się, że nie jestem w stanie pogodzić się z jej śmiercią. To zaczęło wywierać wpływ na moją rodzinę. Pod wieloma względami stałem się apatyczny, nic mnie nie interesowało i nic nie miało znaczenia. Nie uświadamiałem sobie w jak złym stanie się znajdowałem, dopóki moja żona któregoś dnia nie powiedziała mi, że gdyby nie Boża łaska, byłaby mnie zostawiła. Wtedy dopiero to do mnie dotarło. Pomyślałem: „Jak ona śmie - od tylu lat zapewniam jej utrzymanie.” Nie zdawałem sobie wtedy sprawy, że w dużym stopniu była pozostawiona sama sobie. Znajdowałem się poza jej zasięgiem. Poprosiłem Boga by mi przebaczył, i by zastąpił smutek Jego radością. No i dostałem podwójną dawkę! -Duchy choroby, niedomagania i niemocy Wtedy Pan nakazał mi, żebym przemówił do duchów choroby, niedomagania i niemocy. Dla mnie wszystkie brzmiały podobnie, ale Duch Święty bardzo konkretnie nazwał te trzy duchy.
Nakazałem im wyjść z mojego ciała ze względu na to, że należę do Jezusa. Nakazałem im zaprzestać ataków na mnie i oddać pokłon imieniu Jezusa. Nazywałem każdy z nich po imieniu i mówiłem, że mają się pokłonić imieniu Jezusa. BOGU NIECH BĘDZIE CHWAŁA!! 23 listopada Wtorek Wciąż miałem w pamięci ból w okolicach serca. Chociaż lekarz powiedział mi, że ból komory serca jest często spotykany i nie zagraża życiu, nadal się martwiłem. Tamtego wieczora, stojąc przed Bogiem w modlitwie i dziękując Mu za uwolnienie, wiedziałem, że Bóg mnie wysłuchał. Jednak powiedziałem Mu, że musi mnie uleczyć z tego bólu ponieważ diabeł zawsze odnosił nade mną zwycięstwo powtarzając mi, że jestem chory. Powiedziałem Bogu, że ból musi ustąpić, żeby mogła wzrastać moja wiara i ufność w Bogu. Powiedziałem Mu, że nie wstanę z kolan dopóki nie sprawi, że ból odejdzie. Nalegałem, żeby to dla mnie uczynił. JAKIEMU WSPANIAŁEMU BOGU SŁUŻYMY! Nie musiał mnie wysłuchać, a jednak to zrobił. Od tamtego wieczoru ani razu nie czułem bólu w okolicy serca. BOGU NIECH BĘDZIE CHWAŁA! 29 listopada Poniedziałek Musiałem iść do lekarza po wyniki. Wykonałem wcześniej test na stres, żeby sprawdzić jak moje serce reaguje na podniecenie. Wiadomości nie były zbyt dobre. W dolnej części serca znajdował się zator, mający wpływ na tętnice. Lekarz stwierdził, że może to prowadzić do zawału. Nie przyjąłem do wiadomości, że coś ze mną jest nie w porządku i zacząłem mu opowiadać o tym, co mi się zdarzyło (o moim uwolnieniu). Badanie zostało przeprowadzone przed cudem, którego doświadczyłem. Lekarz przyznał, że moje rewelacje na temat cudu były wspaniałe, jednak jako specjalista, ostrzegł mnie, żebym przestrzegał tego, co do mnie należy. Miałem więc się udać do lekarza zajmującego się leczeniem chorób serca. Diabeł natychmiast zaczął mnie atakować mówiąc mi, że umrę. Zganiłem go. Wieczorem poprosiłem Madeleine, by namaściła mnie świętym olejem. Zrobiła to i spędziliśmy wspaniały czas na modlitwie.
30 listopada Wtorek Dzień taki sobie. Trochę zastanawiałem się nad moim problemem. Poszliśmy na nabożeństwo modlitewne i był to wspaniały czas. (Leżałem na dywanie). 1 grudnia Środa Byłem w pracy na nocną zmianę, co oznacza, że zacząłem o 23.00 i skończyłem o 7 rano. Śniadanie zjadłem w domu i wtedy nieprzyjaciel zaczął się ze mną bawić NA CAŁEGO. Upadłem na kolana. Poczułem się lepiej, ale nie byłem do końca przekonany, że Bóg ma nad wszystkim kontrolę. Poszedłem do pracy. Zadzwonił do mnie przyjaciel z kościoła, proponując wspólny lunch. Chętnie się zgodziłem ponieważ potrzebowałem z kimś porozmawiać. Wiedziałem, że mnie zrozumie, ponieważ sam w lecie zmagał się z podobnymi problemami dotyczącymi niepokoju i kłopotów z sercem. Wymieniliśmy się naszymi doświadczeniami. Powiedziałem mu, że jest mi bardzo ciężko każdego dnia zmagać się by zaufać Bogu. Powiedział mi, żebym pojechał do domu i przeczytał fragment z listu do Filipian 4:6-7, ponieważ ten fragment zmienił jego życie. Nie mogłem się doczekać kiedy przeczytam każde słowo. Resztę dnia spędziłem rozmawiając z Bogiem w każdej wolnej chwili i śpiewając pod nosem refren, tak, żeby nikt nie słyszał.
Oto co śpiewałem: ZNALAZŁEM PRZYJACIELA BLIŻSZEGO MI NIŻ BRAT POCZUŁEM JEGO DOTYK BLIŻSZY NIŻ DOTYK UKOCHANEGO JEZUS JEZUS
JEZUS MYM PRZYJACIELEM NA WIEKI
Jechałem do domu autostradą (ta droga zaczyna mnie przerażać). Radio było nastawione na jakąś chrześcijańską stację, ale nie zwracałem na to większej uwagi. W gruncie rzeczy, byłem pogrążony w marzeniach. Nagle poczułem w dole klatki piersiowej napływającą falę gorąca. Było to bardzo mocne uczucie, jakby ktoś włączył rozgrzaną suszarkę i nakierował prosto na mnie. Powiedziałem sobie: „Co się dzieje?” Wtedy poczułem, że mam całkiem mokrą klatkę piersiową, jakbym spływał krwią. Byłem pewien, że gdybym sięgnął ręką pod koszulę, cała byłaby we krwi. Podziękowałem Jezusowi – Jego krew właśnie mnie okryła. Trwało to zaledwie jakieś 30 sekund. Nie zastanawiałem się nad tym za wiele. Nie byłem pewien. Dotarłem do domu, sięgnąłem po Biblię i zajrzałem do fragmentu, który mój przyjaciel poradził mi przeczytać. Czytałem ten rozdział wciąż od nowa. Po czym zrobiłem to, co było w nim napisane. Poddałem Bogu mój umysł i serce. Poprosiłem Go, by mi przebaczył brak wiary uniemożliwiający zaufanie Mu i dał mi świadomość, że On jest suwerenny i że nie popełnia błędów. Osunąłem się na krześle i pozwoliłem, by był przy mnie. Siedziałem tak nieruchomo, chłonąc Jego obecność. Wtedy spłynął na mnie pokój, którego nie potrafiłem wyjaśnić. Powiedziałem Mu, że cały dzień będę wytrwale szukać odpowiedzi, ale że potrzebuję czuć Jego obecność, że nie mogę przejść przez to sam. Przypomniałem Mu, co mi powiedział dwa tygodnie wcześniej (jakby trzeba Mu było przypominać). „Ty, Panie, wiesz, że powiedziałeś – Teraz mogę cię uleczyć.” 2 grudnia Czwartek Wiem, że zostałem uleczony z moich problemów z sercem kiedy poprzedniego wieczoru kładłem się do łóżka. Ciężar od wielu miesięcy spoczywający mi na piersi zniknął. Mogłem przejść pieszo od stacji kolejki bez zatrzymywania się, by zaczerpnąć oddech. Tego wieczora bez problemu wszedłem po schodach, by wsiąść do pociągu. Nie mogłem przestać dziękować Bogu za moje uleczenie. Nie mogłem się doczekać kiedy opowiem przyjaciołom o tym co się stało. Fragment z listu do Filipian 4:6-7 dał mi pokój którego szukałem. Dzięki Ci Panie za Twoje objawienie. Dzięki Ci, Panie, za to, że dotarłeś do mnie poprzez mojego przyjaciela. Chwała niech będzie Bogu, ponieważ od tamtego dnia nie miałem żadnego ataku, ani nie doświadczałem złym uczuć. Diabeł wciąż się stara, ale niewiele może zrobić. Nie ma do mnie prawa ponieważ należę do Króla, a On trzyma mnie w swojej dłoni. Bóg wyzwolił mnie i dał mi wolność. Jemu niech będzie cała chwała, cześć i honor.
Wysłuchawszy mojego świadectwa, pewna kochana siostra w Chrystusie powiedziała mi: „Zacznij śmiać się z diabła.” I tego właśnie się uczę. Kiedy on wkłada mi słowa w usta, śmieję się i nazywam go ohydnym kłamcą, i nakazuję żeby się wyniósł, gdyż nie ma dla niego miejsca w moim życiu. Czy wiecie co diabeł mi powiedział po tym, jak Bóg mnie uwolnił? Powiedział: „I tak umrzesz, bo teraz już jesteś gotowy.” Roześmiałem mu się w twarz i nazwałem kłamcą. Kazałem mu się wynosić z mojego życia. Wciąż staję przed Bogiem prosząc o uleczenie. Będę prosić o uleczenie z cukrzycy, ale szczerze mówiąc, nawet jeśli On postanowi tego nie robić, to będzie w porządku, ponieważ wiem, że ON MOŻE mnie uleczyć, jeśli będzie chciał. Tylko to ma znaczenie – że wiem bez cienia wątpliwości, że ON MOŻE. Wcześniej nigdy tak naprawdę nie wierzyłem. Jemu niech będzie chwała i honor i cześć na wieki wieków. Bóg jest dobry… niezmiennie.
EPILOG
Napisałem to świadectwo będąc posłuszny Bogu, oraz żeby zachęcić innych, być może podobnie jak ja przekonanych, że są całkowicie osamotnieni w sytuacjach, które wydają się im beznadziejne. Bóg naprawdę istnieje. Naucz się we wszystkim na Nim polegać. Proś z odwagą w imię Jezusa. Odważnie wyganiaj diabła w imię Jezusa. Odwołuj się do Jego obietnic, które chce ci dać. Proś wytrwale dopóki Bóg ci nie odpowie, i dopóki Ten, który naprawdę cię kocha, nie ześle pokoju, radości i pozostałych owoców Ducha. On otoczy cię swoimi ramionami i nigdy już nie będziesz sam. Niech Bóg cię obficie błogosławi.
Stan Colantonio
Przejdź do strony głównej